Moda, Podróże małe i duże,

Jesień w Richmond Parku

Londyn jest ogromnym miastem. Mimo, że jest to metropolia, Brytyjczycy pamiętali jak ważne są zielone miejsca i zagospodarowali naprawdę sporo terenów w parki, skwerki i inne zielone zakątki.

Choć parków w Londynie jest dużo, jest jeden wyjątkowy, odstający od reszty..

Richmond Park, czyli największy ogrodzony park w Europie, gdyż ma aż 955 hektarów powierzchni! To naprawdę robi wrażenie. Pamiętam jak byłam tam letnią porą, przejście całego parku w parę godzin graniczy z cudem. My po paru godzinach wędrówki i paru zgubionych drogach, postanowiliśmy uciąć sobię drzemkę na trawce przy stawie, aby troszkę zregenerować siły. 😉

Największym urokiem tego miejsca jest fakt, że nie jest on zagospodarowany jak typowy park. Czasem można znaleźć małą drewnianą ławeczkę pod drzewem, jakieś tabliczki, czy śmietnik, ale generalnie park ten jest stworzony bardziej na dziko.

W samym jego sercu znajduje się mniejszy, już ogrodzony, mały park, który niczym wisienka na torcie, zachwyca wieloma odmianami kwiatów, przestrzenią idealną do pikniku. Znaleźć tam można też ławeczki, do których prowadzą wąskie, urokliwe alejki.

Absolutną magią tego miejsca jest fakt, że na wolności żyje wiele gatunków zwierząt, między innymi jelenie!

Obcowanie wśród tak płochliwych zwierząt i obserwowanie ich zachowań jest dla mnie niesamowite. Przez lata zaakceptowały one fakt, że ludzie są w pobliżu, więc jeśli macie w sobie sporo cierpliwości, spokoju i pokory z pewnością dacie radę usiąść bardzo blisko nich i obserwować stado.

Oczywiście mimo wszystko trzeba mieć na uwadze fakt, że są to dzikie zwierzęta a każdy krok, który wykonacie w ich kierunku może być niebezpieczny i robicie to na własną odpowiedzialność.

Pierwszy raz w Richmond Parku byłam latem i teraz gdy wróciłam do niego jesienią zrobił na mnie zupełnie inne wrażenie.. Na początku wydawało się, że trafiłyśmy na nie najgorszą, jesienną pogodę.. Po czym w moment, zrobiło się ciemno, deszczowo, a park spowiła mgła. To wszystko nadało klimatu niczym ze starej, ponurej Anglii, znanej z filmów. Zdecydowanie zapamiętam ten dzień na długo!

Na tą okoliczność założyłam mój ulubiony ostatnio kożuszek imitujący baranka, kupiony w londyńskim outlecie Mango. Do tego dobrałam pasujący plecak z elementami skóry i kraciastą mini z kieszonkami z Zary. Obie te rzeczy udało mi się upolować w charity za grosze.

Do całości dopasowałam klasyczny czarny sweter z golfem i moje ukochane czarne kowbojki, w których przemierzam cały świat. Chyba każdy ma w szafie choć jedną rzecz, z która najchętniej by się nie rozstawał. 😉

Aby nie zmarznąć i nadać stylizacji jesiennego klimatu dobrałam białe kolanówki.

Stylizacja gotowa! Idealna na przemierzanie Richmond Parku. Jeśli będziecie kiedyś w Londynie, nie zapomnijcie aby zajrzeć do tego pięknego miejsca! A jeżeli lubicie obcować na łonie natury, warto poświęcić na to cały dzień! 😉

PŁASZCZ I KOWBOJKI MANGO/ PLECAK I SPÓDNICA ZARA/ SWETER PRIMARK

0no comment

writer

The author didnt add any Information to his profile yet