Wolne myśli,

Minimalizm w szafie, minimalizm w życiu

Każda dziewczynka marzy o pięknych strojach i wielkiej szafie, aby móc je tam przechowywać. No może nie każda, ale nawet ja, pomimo, że łaziłam z obdartymi kolanami i bawiłam się z chłopakami na boisku, w głębi duszy o tym marzyłam. Wybił zegar lat 18., czyli czas wyprowadzki na swoje. I wtedy miałam pewność, zrobię sobie swoje własne wymarzone królestwo na 23 metrach.

Zaczęło się. Radość dawały mi zakupy i coraz to nowe stylizacje. Uwielbiałam mieć tony ubrań. Do każdej torebki, pasujące buty, wszystko miało komplety, a jeśli nie, to z podejściem “zawsze może się przydać” spadało do otchłani szafy lub zostawało przerobione. Jak nie ubrania, to kosmetyki albo inne duperele zupełnie mi nie potrzebne. W pewnym momencie moje mieszkanie zamieniło się w jedną, wielką garderobę. Ponad 100 par butów, o torebkach nie mówiąc. Przestałam to kontrolować. Tak było mi pozornie dobrze bardzo długo, ale coś z tyłu głowy gryzło cały czas.

Kiedy postanowiłam pierwszy raz wylecieć na dłużej, okazało się że walizki mam tylko dwie i muszę tam zmieścić cały swój świat. Przewidzieć wszystko, co się przyda, co nie i czy będzie odpowiednie. Musiałam też pamiętać, że pory roku się zmieniają. Wtedy było mi ciężko, ale po czasie, sama zaczęłam zmieniać swoje myślenie.

Nagle zaczęłam widzieć coraz jaśniej.. Całe swoje życie goniłam za czymś co nie ma znaczenia. Po co? Przyzwyczaiłam się do mniejszej ilości rzeczy i zaczęłam żyć spokojniej. Ba! Nawet codzienne ubieranie się zajmowało mi 2 minutki, a nie pół godziny. 😉

W Londynie ludzie nie zwracają tak uwagi na to jak wyglądasz, kim jesteś i to było dla mnie najlepszym lekarstwem. Przestałam się malować, przecież wystarczy pokryć rzęsy mascarą, po co mi podkłady, fluidy i inne takie. Tak stopniowo pozbyłam się kosmetyków kolorowych w codziennym życiu.

Zawsze kochałam i będę kochała modę, ale wyluzowałam. Postawiłam na minimalizm. W końcu proste nie znaczy nudne. Cały ten konsumpcjonizm przeraża mnie najbardziej, rzeczy dopiero co uszyte, trafiają do sieciówek, a po 2 miesiącach tracą na wartości, gdyż wchodzą coraz to nowe kolekcje. I tak cała maszyna się toczy. To wszystko nie idzie w dobrą stronę. A ja nie mam zamiaru dać się w to wciągnąć.

Teraz nie potrzebuje już zakupów bez powodu, czy na poprawę humoru. Humor poprawia mi przestrzeń, a ubrania tylko mi ją zabierają. Nie wchodzę do galerii jeśli nie muszę. Jeśli korci mnie myśl, aby coś kupić online, najpierw zadaje sobie serię pytań. Czy jest mi to potrzebne? Czy mam podobne? Czy naprawdę, aż tak bardzo mi się podoba? Aż w końcu.. Czy jeśli wyjadę gdzieś bez daty końcowej, będę w stanie to zabrać ze sobą?

Moim ulubionym miejscem są i zawsze będą second handy, kiedyś kupowałam masowo, teraz w moje ręce trafiają same perełki. Stawiam na świadome zakupy.

Dzięki podróżom zrozumiałam gdzie popełniałam błąd i co sprawia, że jestem szczęśliwa i wolna. Teraz większość ubrań których nie noszę, oddaje koleżankom lub sprzedaje. Nie wydaje pieniędzy na głupoty i jestem w stanie oszczędzić na to co kocham, czyli podróże.

Jeśli zainteresował Was ten temat, polecam Wam też zrobić sobie taki rachunek sumienia i zadać sobie pytania czy jesteście naprawdę szczęśliwi? Czy nie gonicie za czymś co nie ma znaczenia i może zniknąć w ułamku sekundy? I czy nie dusi Was ten ogrom rzeczy? A może próbujecie zamaskować zakupami jakąś pustkę w swoim życiu? Wiosna to idealny moment na zmiany.

Pamiętajcie, to jak wyglądamy lub co nosimy, nie jest żadnym wyznacznikiem. Najważniejsze jest to kim jesteśmy, ludzie którymi się otaczamy i nasze własne szczęście! 😉

0no comment

writer

The author didnt add any Information to his profile yet