Podróże małe i duże,

Paryż w 3 dni

Achh.. Paryż! Która kobieta nie marzy w głebi serca o podróży do stolicy Francji? Nie wiem czy to miano miasta zakochanych, czy po prostu magia tego miejsca, ale niewątpliwie coś nas przyciąga do Paryża.

Paryż w 3 dni? Spontanicznie można zrobić taki wypad i dowiedzieć się na czym polega ta paryska zagadka…

Wyruszyłyśmy więc z koleżanką o świcie. Z Londynu do Paryża można dostać się pociągiem lub samolotem. Lot trwa koło godziny, max półtorej, więc na dobrą sprawę oszczędza się dużo czasu i jak się okazało pieniędzy na bilecie.

Czasu mamy niewiele, więc trzeba to dobrze zaplanować. Udało nam się znaleźć naprawdę niedrogi i bardzo uroczy hotel 15 min od wieży Eiffla.

Pierwsza i najważniejsza rzecz po podróży? Oczywiście kawa, a na ten moment czekałam najbardziej. Aby usiąść w małej kawiarni, przy stoliku na brukowanej uliczce, napić się pysznej, gorącej kawy.. Zapalić papierosa i delektować się jesiennym Paryżem, obserwując tętniące życiem miasto..

To uczucie zapamiętam na zawsze, takie chwile odpoczynku i refleksji w podróży zawsze są dla mnie bardzo ważne. To wtedy udaje się najlepiej wtopić w dane miejsce. Nie mówić nic, tylko chłonąć każdym ze zmysłów..

Ale nie odbiegajmy od tematu. A więc Paryż w 3 dni, czyli trzeba się skupić na konkretnych i najważniejszych miejscach, które chcemy zobaczyć.

 

Wieża Eiffla – to oczywiście must have, symbol Paryża.  Jako, że miałyśmy do niej bardzo blisko, poranne i wieczorne spacery były właśnie tam. Dla niektórych przereklamowana, mi bardzo się podobała i zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Jedynym minusem jest cygańskie towarzystwo pod wieżą, lepiej uważać bo próbują wyciągnąć pieniądze na naprawdę wiele sposobów.

Ulica Champs-Elysees – pewnie większośc z Was ma w głowie tą starą francuską piosenkę, mi odrazu przychodzi na myśl kiedy czytam tą nazwę. Sama w sobie ulica, nie powiem, ładna, ale nie zrobiła na mnie wrażenia. Jest to po prostu zbiorowisko sklepów i restauracji. Dopiero boczne uliczki zachwycają architekturą i starym stylem. Jedyne przyjemne rzeczy, które zapamiętam z tej ulicy to magiczny jak dla mnie sklep Disneya (myślę, że gdy byłabym małą dziewczynką, piszczałabym z zachwytu) i francuska restauracja w której jadłam pyszną zupę cebulową i pierwszy raz spróbowałam creme brulee, czyli deseru który rozkochał w sobie moje podniebienie.

Łuk Triumfalny – kolejna rzecz, której nie można pominąć. Jeśli przejdziecie całą ulicę Champ-Elysees, na końcu czeka nagroda, a mianowicie Łuk Trumfalny. W paru słowach jest to pomnik poświęcony żołnierzom walczącym za czasów Napoleona. Stoi w dosyć strategicznym miejscu, czyli na Placu de Gaulle’a.

Wersal – nie ukrywam, że o tym miejscu po cichutku marzyłam. Mimo, że pojechałyśmy tam dosyć wcześnie to kolejka do Pałacu Wersalskiego była tak długa, że zrezygnowałyśmy. Za to dałyśmy się pochłonąć pięknym ogrodom Wersalu, aż do zachodu słońca.

Niewątpliwie jest to urokliwe miejsce. Nie tylko przez zadbane zielone tereny, ale też fontanny, rzeźby i elementy architektonicze. Wszystko to razem tworzy bajkowy krajobraz. Jeśli lubicie spacery, to polecam Wam poświęcić na Wersal cały dzień.

Katedra Notre Dame – dla wszystkich znana, więc przestawiać jej nie trzeba. Choć po pożarze zamknięta i ogrodzona, wciąż podziwiać można część budowli, która ocalała. Moją uwagę jednak przykuły znajdujące się obok małe kawiarenki i stragany ze starymi gazetami, książkami i plakatami. Znaleźć tam można naprawdę perełki! Ja sama skusiłam się na kupienie francuskiego Elle z 1960r.

Paryskie metro – jest bardzo rozwinęte, bo ma aż 16 linii, ale wydaje mi się, że łatwo się w nim odnaleźć, my podróżowałyśmy tylko w ten sposób i nie miałyśmy problemu. Wszystko jest jasne przejrzyste i według mnie na pewno mniej skomplikowane niż w londyńskim metrze, w którym na początku potrafiłam się zgubić. Ale czemu w ogóle piszę o metrze? Niczym z filmów, metro tam naprawdę ma klimat. Jeśli będziecie w Paryżu, koniecznie przejedzcie się metrem i pociągiem. Wszystko jest tam stare i oldschoolowe!

Przed wylotem trochę martwiłyśmy się o język, żadna z nas nie mówi po francusku, a chodzą pogłoski, że z Francuzami ciężko jest się dogadać po angielsku. Choć widziałam, że niechętnie używają obcego języka, większość była pomocna, szczególnie młodych ludzi, co bardzo mnie cieszyło. Jeśli chodzi o ceny, to niestety ale jest drogo. Jako, że chwilowo mieszkam w Anglii to ciężko mi porównać ceny do polskich, ale wydaje mi się, że nawet w Londynie jest taniej.

Podsumowując, Paryż ma w sobię jakąś magię i nieokreślony romantyzm i ulotność, którą ciężko opisać. Jest jeszcze wiele cudownych miejsc do zobaczenia, więc wiem, że kiedyś na pewno tam wrócę.. 😉

0no comment

writer

The author didnt add any Information to his profile yet